Zrobiłam ostatnio album.
Album łączący w sobie retro i modern. Bo typowe prace w stylistyce retro wyglądają zupełnie inaczej niż moja. A jednak element główny pracy (baza) to już retro. Zdjęcia pochodzą z sesji, które retro być nie miały, ale jakoś tak nostalgicznie wyszły. Dorzuciłam jeszcze kilka fragmentów starej piosenki. I białą akrylówkę.
Użyłam na bazę tylko tego, co było "w paczce" z winylem (okładka, koperta, wkładka no i sama płyta) + 2 papiery Wintaż. A skrawki z tego wszystkiego użyte zostały do zdobienia. Co prawda mało tych zdobień jest, ale o to chodziło. Miało być minimalistycznie, prawie naga baza. Bo właśnie baza jest tu najistotniejsza.
I wyszło co wyszło...
A teraz trochę o samym pomyśle. Nie jest mój, od raz zaznaczam. Zaczerpnęłam pomysł na taki a nie inny album
stąd.
Idea nieco kontrowersyjna. No bo jak to, pociąć winyla. Madonny, Led Zeppelin, Beatles'ów czy innych tego typu winyli, które mam w domu nigdy nie wykorzystałabym w ten sposób. Ale w antykwariacie kupiłam za niedużą cenę nową (fabrycznie nową, bo dosyć stara on musiała być), jeszcze w folii płytę.
Poszła tam ze mną A. Grzebię w tych płytac, grzebię, a ona mnie pyta: "Jun, czego ty właściwie szukasz?". A ja jej na to: "Nie wiem, coś co będzie miało ładną okładkę i nienaruszoną wkładkę w środku". No tak to było. W każdym razie, znalazłam.
I zrobiłam takie... coś. O:













No inny taki.
Albo się Wam spodoba, albo się nie spodoba.
Mi się... chyba podoba.
To chyba dobrze.